Archiwum z miesiąca: Lipiec 2009
Jazda do późna
Wyjechałem z Jokkmokk dopiero o 18 a chciałem dziś dotrzeć do Gällivare. Odległość wynosi prawie 100km więc jechałem do 23:30 ale dojechałem
Namiot rozbiłem przy drodze, którą ruszę jutro dalej do Kiruny. Obok jest małe jeziorko z pomostami dla rybaków a po drugiej stronie drogi szkoła. Idę spać bo jutro znów kawał drogi do przejechania.
Muzeum Ájtte
Właśnie skończyłem zwiedzanie muzeum w Jokkmokk poświęconego Samom oraz Laponii (wstęp 60SEK=24PLN). Wygląda na to, że Samowie to tacy europejscy indianie. Żyli tu i radzili sobie doskonale w trudnych często warunkach od dawna. Ich sposób na życie to bardzo bliski kontakt z naturą, korzystanie z bogactwa lasów, łąk i jezior przy ogromnym szacunku do przyrody. Jedno co w ich kulturze mnie zdziwiło to to że nie jedli grzybów, których w lasach jest pod dostatkiem. Jedli na przykład korę sosnową (wewnętrzną warstwę) i sosnowe igły a grzyby uważali za pożywienie krów i reniferów
Jeśli już jesteśmy przy reniferach to [...] czytaj dalej »
Noc bez nocy
Kiedy byłem bardziej na południu noc była bardzo krótka (2 – 3 godziny) ale jednak ciemno było. Tutaj co prawda słońce zachodzi już za horyzont (nie zachodziło do 12 lipca) ale i tak całą noc jest jasno jak w pochmurny dzień. Ciekawe jak będzie w okolicy Nordkappu.
Jokkmokk
Z Älvsbyn dotarłem dziś do Jokkmokk (140km w 7 godzin – całkiem nieźle) czyli kulturalnej stolicy szwedzkich Samów. Samowie, zwani czasem Lapończykami, to pierwotni mieszkańcy Skandynawii, którzy obecni są na tych terenach od 4000 lat ale w tej chwili zarówno w Szwecji, Norwegi, Finlandii jak i w Rosji stanowią mniejszość narodową. Jutro postaram się dowiedzieć o ich kulturze i historii nieco więcej w tutejszym muzeum, chętnie spróbuję też ich tradycyjnych potraw z mięsa renifera. Nocuję zresztą stosunkowo blisko centrum miasta i samego muzeum, nad jeziorem chyba przy jakimś spacerowym deptaku 
Właśnie przekraczam krąg polarny
Na drodze nr 45, kilka kilometrów przed Jokkmokk przekraczam w tej chwili koło podbiegunowe 
Żegnam wybrzeże
Dziś w mieście Pitea odbiłem od drogi E4 i od wybrzeża bardziej na północny-zachód w kierunku równin Laponii. Jutro powinienem być w Jokkmokk a późnej w Kirunie. Co dalej jeszcze nie wiem. Dziś około 20 zaczął padać deszcz, a że byłem wtedy akurat w pobliżu kempingu w Älvsbyn, postanowiłem tu przenocować. Kemping mały i bylejaki (prysznice na monety) ale tani (70SEK=28PLN). Na liczniku dzisiaj niestety tylko 85km, jutro musi być więcej.
Spóźnione podsumowanie drugiego tygodnia
W niedzielę minął drugi tydzień w Skandynawii, oto kilka liczb na ten dzień.
- 5 dni spędziłem na rowerze, 2 schnąc na kempingu lub w domu
- przejechałem około 400km
- czyli średnio 57km na dzień lub 80km dziennie licząc tylko dni rowerowe (ogólnie kiepsko)
- wydałem około 600SEK=240PLN (nie liczę tu uzupełnień ekwipunku tylko normalne wydatki związane z jedzeniem i noclegami)
- wychodzi więc
Poniedziałek: w końcu słońce
Dziś w końcu poprawiła się pogoda
Z kempingu w Skelleftea (chyba najfajniejszy kemping jak dotąd; 100SEK=40PLN za namiot) ruszyłem na zakupy a później znów drogą na północ i po 65km zatrzymałem się w miejscowości Jävre na parkingu dla przyczep kempingowych. Tu spróbowałem w końcu szwedzkich przysmaków i tyle 
Tunnbröd i Surströmming
Tunnbröd i Surströmming to dwa narodowe przysmaki szwedzkie, szczególnie chyba popularne i celebrowane w okolicach Wysokiego Wybrzeża. Nie mogłem ich nie spróbować, choć ten drugi odpycha już po przeczytaniu o nim w przewodniku. Ale zacznijmy od rzeczy przyjemnych. Tunnbröd czyli płaski chleb to cienkie jęczmienne placki o lekko słodkawym posmaku. Są miękkie i elastyczne i dość długo takie pozostają (jeśli trzymane są w zamkniętym worku). Ceny są różne ale zaczynają się chyba (sprawdzałem pobieżnie) od około 15SEK=6PLN za 250g. Mi bardzo posmakowały, są naprawdę smaczne. Surströmming z kolei to po prostu puszkowane [...] czytaj dalej »
Uzupełniam ekwipunek
Ostatnio wydałem tu trochę kasy na różne rzeczy, o których zapomniałem bądź nie pomyślałem przygotowując się do wyprawy, warto więc zebrać to wszystko i opisać w jednym poście. Kupiłem smar WD40 w spreju. Nie miałem go wcześniej bo przeczytałem gdzieś opinię, że najlepiej brać smary stałe bo te w spreju są mało wydajne w stosunku do objętości jaką zajmują. Brzmi niby rozsądnie więc na wyprawę wzięłem tylko buteleczkę płynnego smaru na bazie teflonu (smarów stałych nie ma w sklepach rowerowych). Błąd! Teraz uważam, że żaden smar stały czy płynny nie oczyści, nie osuszy i nie pokryje łańcucha [...] czytaj dalej »