Znów nocleg w dziczy
Dziś przejechałem 105km. Zahaczyłem o Gävle – bardzo przyjemne i ładne miasto ale niestety pobliska fabryka przerabiająca chyba celulozę psuje nieco atmosferę (dosłownie) – i dalej jechałem już rzadko uczęszczaną drogą wiodącą cały czas lasem (ale po drodze trafiły się dwa miasteczka). Około 21 byłem niedaleko Söderhamn ale po zerknięciu na mapę stwierdziłem, że nie znajdę tam miejsca na namiot więc nocuję w lesie nad samym brzegiem morza jakieś 15km na południowy wschód od Söderhamn między miasteczkiem Ljusne a Sandarne (w obu są kempingi ale nie mam ochoty płacić za miejsce na namiot a prysznic brałem rano
). Minus jest taki, że jest tu dość głośno bo niedaleko gniazdują jakieś duże ptaki i się trochę drą. No i oczywiście w wilgotnym lesie jest masa komarów. W ogóle sporo ich w Szwecji i są dość natarczywe. Dziś namiot udało mi się rozłożyć tylko dzięki temu, że spryskałem się odstraszaczem na komary (w Polsce takie spryskanie starczało na godzinę, tu na 15 minut). I tak jestem nieźle pogryziony (ręce, nogi, twarz) ale jakoś nie zwracam już na to uwagi – nie drapię to nie swędzi i ślad znika. Ale gdyby nie ten odstraszacz i duża siatka antykomarowa (3×2 metry – przydaje się do dodatkowego osłonięcia wejścia do namiotu) pewnie zjadły by mnie żywcem
Miałem też nieprzyjemną przygodę z dużymi czerwonymi mrówkami: użarły mnie 4 razy prawie w to samo miejsce na ręce. Teraz prawa ręka jest sporo grubsza od lewej a najgorsze, że zaczyna swędzieć
Na razie nie miałem na szczęście doczynienia z meszkami (których ponoć pełno na północy) i niespieszno mi do tej znajomości.
). Minus jest taki, że jest tu dość głośno bo niedaleko gniazdują jakieś duże ptaki i się trochę drą. No i oczywiście w wilgotnym lesie jest masa komarów. W ogóle sporo ich w Szwecji i są dość natarczywe. Dziś namiot udało mi się rozłożyć tylko dzięki temu, że spryskałem się odstraszaczem na komary (w Polsce takie spryskanie starczało na godzinę, tu na 15 minut). I tak jestem nieźle pogryziony (ręce, nogi, twarz) ale jakoś nie zwracam już na to uwagi – nie drapię to nie swędzi i ślad znika. Ale gdyby nie ten odstraszacz i duża siatka antykomarowa (3×2 metry – przydaje się do dodatkowego osłonięcia wejścia do namiotu) pewnie zjadły by mnie żywcem
Miałem też nieprzyjemną przygodę z dużymi czerwonymi mrówkami: użarły mnie 4 razy prawie w to samo miejsce na ręce. Teraz prawa ręka jest sporo grubsza od lewej a najgorsze, że zaczyna swędzieć
Na razie nie miałem na szczęście doczynienia z meszkami (których ponoć pełno na północy) i niespieszno mi do tej znajomości.Ten wpis został opublikowany dnia 18 lipca 2009 roku o godzinie 00:47 w kategorii Skandynawia 2009 - relacja i oznaczony tagami .