Nowy rekord
Jakieś pół godziny temu skończyłem najdłuższy podjazd pod górę jaki mi się do tej pory trafił. Grubo ponad godzinę masakrycznej jazdy. Przed każdym zakrętem miałem nadzieję, że to już ostatni i że dalej już będzie w dół albo przynajmniej płasko. Ale nie, nie i ciągle nie. I tak przez ponad godzinę. Na szczycie czekała mnie jednak nagroda.
Mogłem odpocząć…
…podziwiając widoki.
A później był dłuuuugi i niezbyt kręty zjazd, na którym udało mi się rozpędzić do 61,2km/h. Nowy rekord!
Mogłem odpocząć…
…podziwiając widoki.
A później był dłuuuugi i niezbyt kręty zjazd, na którym udało mi się rozpędzić do 61,2km/h. Nowy rekord!

Ten wpis został opublikowany dnia 10 sierpnia 2009 roku o godzinie 17:51 w kategorii Skandynawia 2009 - relacja i oznaczony tagami .
4 komentarze
wow! widze, że juz osiagasz predkości, przy ktorych przydałaby się jakies crash testy żeby wiedziec co i jak
bo nie wiem w koncu jak tam twoj pojazd – ile ma poduszek powietrznych, jak tam z ABS, ESP, ITP.. ? Ile dostał gwiazdek w testach NCAP?
61,2 km/h prosto w łosia… to może boleć was obu 
Niestety mój rower ma tylko ITP
Najgorsze jest jednak to, że nie mam dzwonka. Jak taki łoś wyjdzie na drogę będę musiał krzyczeć: GDZIE LEZIESZ ŁOSIU!?
Barszczu, tym drugim zdjęciem to się kompletnie pogrążyłeś… Mógłbyś Drogi Kolego nie umieszczać zdjęć z Turcji lub Grecji,pośpiesznie ściągniętych z netu jak mniemam, jako widoków, które zastałeś po wjechaniu na górę?
No kurcze myślałem, że się nikt nie kapnie
Widać szukać też trzeba umić 