Koniec relacji
No i wróciłem.
Skończyły się najlepsze wakacje i jeden z najfajniejszych okresów w moim życiu jak dotąd. Ponad 6 tygodni niesamowitej wolności i przygody, ponad 3000km przejechanych rowerem i jeszcze parę pociągami i promami.
Była to moja pierwsza taka wyprawa ale jestem pewien, że nie ostatnia. Za rok spróbuję przejechać Syberię ale mam też kilka innych pomysłów (jeden jest zbyt hardkorowy na rower więc chyba będę robił prawko na motor). Generalnie polecam takie wyjazdy. Nie ma to jak wypocząć porządnie się męcząc (na przykład na rowerze)
Moim zdaniem żaden pobyt w hotelu i wożenie dupska autobusami czy samolotami (gdzie by to nie było i ilu by tam gwiazdek nie mieli) nie naładuje tak baterii jak ostra dawka wysiłku fizycznego i bliski kontakt z naturą.
Na pierwszy taki wypad rowerowy Skandynawia jest idealna: blisko, przyjaźnie, bezpiecznie, pięknie i ciekawie. Nie bałem się, że sprzęt nawali bo pełno było sklepów sportowych, jak chciałem zrobić pranie i w końcu umyć się w ciepłej wodzie to spałem na kempingu, których też jest mnóstwo, woda w kranach jest bardzo czysta więc cały czas piłem kranówkę i nie przejmowałem się jakimś uzdatnianiem czy filtrowaniem i nie traciłem majątku na wody butelkowane, przy odrobinie spostrzegawczości da się tam tanio i smacznie zjeść. Polecam Skandynawię rowerzystom i nie tylko (na przykład tygodniowy wypad samochodem na Wysokie Wybrzeże to bardzo fajny pomysł).
Tu relacja się kończy. Wkrótce zamieszczę gdzieś pełną galerię ze zdjęciami z wyprawy i napiszę krótką relację podsumowującą, która znajdzie się też na stronach patronów medialnych. Opiszę też sprzęt i ekwipunek jaki ze sobą miałem i co z tego się sprawdziło a co nie i czego zabrakło – przyda się to może komuś pierwszy raz wybierającemu się w taką podróż. Podliczę też na pewno koszty.
I to by było na tyle niestety
Skończyły się najlepsze wakacje i jeden z najfajniejszych okresów w moim życiu jak dotąd. Ponad 6 tygodni niesamowitej wolności i przygody, ponad 3000km przejechanych rowerem i jeszcze parę pociągami i promami.
Była to moja pierwsza taka wyprawa ale jestem pewien, że nie ostatnia. Za rok spróbuję przejechać Syberię ale mam też kilka innych pomysłów (jeden jest zbyt hardkorowy na rower więc chyba będę robił prawko na motor). Generalnie polecam takie wyjazdy. Nie ma to jak wypocząć porządnie się męcząc (na przykład na rowerze)
Moim zdaniem żaden pobyt w hotelu i wożenie dupska autobusami czy samolotami (gdzie by to nie było i ilu by tam gwiazdek nie mieli) nie naładuje tak baterii jak ostra dawka wysiłku fizycznego i bliski kontakt z naturą. Na pierwszy taki wypad rowerowy Skandynawia jest idealna: blisko, przyjaźnie, bezpiecznie, pięknie i ciekawie. Nie bałem się, że sprzęt nawali bo pełno było sklepów sportowych, jak chciałem zrobić pranie i w końcu umyć się w ciepłej wodzie to spałem na kempingu, których też jest mnóstwo, woda w kranach jest bardzo czysta więc cały czas piłem kranówkę i nie przejmowałem się jakimś uzdatnianiem czy filtrowaniem i nie traciłem majątku na wody butelkowane, przy odrobinie spostrzegawczości da się tam tanio i smacznie zjeść. Polecam Skandynawię rowerzystom i nie tylko (na przykład tygodniowy wypad samochodem na Wysokie Wybrzeże to bardzo fajny pomysł).
Tu relacja się kończy. Wkrótce zamieszczę gdzieś pełną galerię ze zdjęciami z wyprawy i napiszę krótką relację podsumowującą, która znajdzie się też na stronach patronów medialnych. Opiszę też sprzęt i ekwipunek jaki ze sobą miałem i co z tego się sprawdziło a co nie i czego zabrakło – przyda się to może komuś pierwszy raz wybierającemu się w taką podróż. Podliczę też na pewno koszty.
I to by było na tyle niestety

Ten wpis został opublikowany dnia 26 sierpnia 2009 roku o godzinie 23:36 w kategorii Skandynawia 2009 - relacja i oznaczony tagami .
16 komentarzy
I co ja mogę powiedzieć? Gratulacje
Zazdroszczę przygody. Nigdy nie wiadomo co nas w życiu spotka ;););)
Czekam z niecierpliwością na podsumowanie sprzętowe
pozdro!
Dzięki
Podsumowanko wkrótce będzie.
Co tu wiele gadać! „Finito koniec i napijmy się!”
Dokładnie
No i gratulacje! Te wielkie dla Ciebie Barszczu, a te mniejsze dla „Pana od Montera Nogi”, czyli chirurga ortopedy
Dzięki
No Barszczu, jak to mawiają w kraju kwitnącej przestępczości – ju mejd id! Gratulejszyn from all the famili
Czekam na podsumowania, wybieram się wkrótce na wycieczkę do Marburga (30 km) i zastanawiam się co zabrać
Jak narazie przygotowałem świerze owoce i tygrysa ale kto wie co się tam jeszcze może przydać!
Albatros! – na pewno się przyda

Thx
Gratulacje i poniższa dedykacja Barszczu!:
„I Święty Attyla wzniósł granat ręczny wysoko, mówiąc – O Panie błogosław ten granat ręczny, który rozniesie nieprzyjacioły twe na malutkie kawałeczki w łasce twojej.
A Pan skrzywił się w uśmiechu a ludzie spożywać poczęli owce, leniwce, karpie, orangutany, płatki śniadaniowe, przetwory owocowe…”
To kiedy się widzimy????
PS. rozumiem, że kożeń się nie odzywa bo – od Twojego przyjazdu do A. (zupełnie wyjątkowo!) nie trzeźwieje?
Ja sobie wypraszam tego typu insynuacje:) z barszczem widzimy się dopiero dzisiaj.
Stary, żadne słowa nie oddadzą tego co zrobiłeś…no może poza popularnym „ja pier…”:)
Wielkie gratulacje, a teraz wstawaj wkońcu z tego łóżka, nad jezioro jedziemy!
Dzięki

No dobra już wstaję…
Z Kożeniem nie udało mi się jeszcze zobaczyć bo wiecznie pijany
No właśnie – kiedy się widzimy? Będziecie się wybierać do A jakoś w najbliższym czasie? A może Białobrzegi?
Chłopie! gratuluję wyczynu, bo machnąć 3000km w takich warunkach to spory wyczyn:)Naprawdę super się czytało twoje relacje.
pozdro z wrocławia
jaroszrek
Dzięki wielkie, cieszę się że nie nudziłem za bardzo

Pozdrawiam również
Barszczu Wielkie Gratki!!!
Czekam na podsumowanie, dużo fotek i życzę kolejnych niezapomnianych wypraw tego typu.
Pozdrowienia
Thx Kamyk