Kąpałęm się dzisiaj

Nie, nie, nie chwalę się tu, że wlazłem dziś do wanny. Mam na myśli kąpiel w jeziorze 
Na początku września (dokładnie 1 września) postanowiłem się trochę pohartować i codziennie niezależnie od pogody jeździć rowerem nad jezioro i się kąpać. No i początkowo plan realizowałem i to akurat gdy aura była dość paskudna (codziennie padało i wiało). Później jakoś odpuściłem bo miałem sporo na głowie i niby nie miałem czasu żeby codziennie spędzać półtorej godziny na rowerze.
Na początku października (dokładnie 1 października
) przypomniałem sobie o moim planie i znów ruszyłem z ręcznikiem nad jezioro. Woda była już bardzo zimna (ponoć około 12-13 stopni) ale jakoś udało mi się trochę popływać (choć zanim popłynąłem to z 5 minut się zamaczałem). No i dzisiaj znów mnie naszło na kąpiel. Miałem wrażenie, że przez te 5 dni woda znacznie się oziębiła. Zamoczyłem się ale było tak zimno, że aż szczypało skórę. Prawie już zrezygnowałem z pływania i wróciłem na brzeg ale po chwili zebrałem się w sobie i jednak chwilę popływałem. Jutro jadę znowu 
PS.: Mała rada dla tych, którzy chcieliby pójść w moje ślady: warto wziąć ze sobą drugą parę ciepłych skarpet i założyć je (oprócz pierwszej pary) po wyjściu z wody. Ja wracając w ostatni piątek z kąpania bałem się o końcówki palców u stóp (jakoś tak dziwnie wyglądały i mrowiły, jakby początki odmrożenia), dziś już byłem przygotowany.
Ten wpis został opublikowany dnia 6 października 2010 roku o godzinie 19:57 w kategorii Co u mnie.