Przyczyny
Od jakiegoś już czasu coraz mniej zadowolony byłem z tego w jakim kierunku toczy się moje życie i kim się staję. Mój typowy dzień spędzałem głównie przed komputerem: osiem godzin w pracy, później w domu czytanie wiadomości, dokształcanie się, projekty prywatne. Co kilkanaście dni ruszałem na zakupy w realu lub w sieci. I tak niemal codziennie, 7 dni w tygodniu, 52 tygodnie w roku. Zacząłem myśleć o kupnie samochodu i mieszkania. Wpadłem w schemat praca – dom – praca – dom i stałem się konsumentem, który bardziej ma niż jest! A przecież mam marzenia, chcę podróżować, kocham przyrodę i chcę mieć z nią bliski kontakt! Co z tym wszystkim? Dlaczego o tym zapomniałem?
Kilka miesięcy temu dość nieciekawie złamałem nogę na skuterze wodnym (sic!). Kość pękła w dwóch miejscach i lekarze postanowili zespolić ją operacyjnie przy pomocy gwoździa śródszpikowego (mam teraz wewnątrz goleni trzydziesto centymetrowy drut). Operacja i rekonwalescencja na prawie cztery miesiące wyłączyły mnie z normalnego życia. Prawie połowę tego okresu spędziłem głównie leżąc. Miałem więc sporo czasu na zastanowienie się nad sobą, na przypomnienie sobie o marzeniach i wyciągnięcie jakichś wniosków. Poza tym sam fakt czteromiesięcznego, częściowego uzależnienia od innych i niejako uwięzienia w domu wywołał chęć „odbicia” sobie jakoś tego okresu.
Po powrocie do pracy niezadowolenie z codzienności tylko narastało i w końcu na przełomie 2008/2009 w ramach postanowień noworocznych zdecydowałem, że czas coś w końcu zmienić. Postanowiłem, że odejdę wkrótce z pracy i wybiorę się w dłuższą podróż gdzieś w świat. Początkowo myślałem o Syberii, o której od dłuższego już czasu marzę, ale obawiałem się trochę takiego wyzwania i wtedy kumpel podsunął mi Skandynawię (dzięki Józef
).
I tak się zaczęło. Złożyłem wypowiedzenie, zacząłem rozmyślać, planować, kombinować. Od początku wiedziałem, że liczyć mogę tylko na siebie i że muszę się nastawiać na wyprawę w samotności bo niełatwo będzie znaleźć kogoś kto będzie miał dwa miesiące wolnego i będzie chciał spędzić je na rowerze. Jeślibym chciał jechać koniecznie w towarzystwie to pewnie nie pojechałbym w ogóle.
Początkowo planowałem wyjechać w połowie maja jednak później doszedłem do wniosku, że potrzebne mi jest jakieś przygotowanie i że muszę najpierw sprawdzić siebie i sprzęt na krótszych wyprawach. I tak narodził się pomysł wypraw w Bieszczady i w Jurę Krakowsko – Częstochowską (ta druga nie doszła do skutku ze względów finansowych). Ostatecznie wyjazd do Skandynawii przesunąłem na początek lipca (zaraz po Open’erze).
A dlaczego rower? Dlaczego nie pieszo, pociągiem, samochodem? Ano dlatego, że uwielbiam jeździć rowerem i uważam, że rower to jeden z najwspanialszych wynalazków człowieka
Samochód odpada bo go nie mam a poza tym za bardzo odcina on kontakt od otaczającego świata. Motor byłby pod tym względem lepszy ale też go nie posiadam i też ma wady bo tak jak samochód jest głośny i „brudny”. Pociąg ułatwia kontakt z ludźmi podczas podróży ale nie można wybrać sobie dowolnej trasy i pojechać tam gdzie się chce, jest się skazanym na te miejsca, do których docierają tory. Piesze wędrówki są fajne ale to raczej sprawa krótkodystansowa. No i zostaje tylko rower. Idealne rozwiązanie. Jadę gdzie chcę i w jakim chcę tempie, skręcam gdzie mi się podoba, każda nawet mała ścieżka jest moja, staję gdy mam na to ochotę, przyglądam się wszystkiemu z bliska i tak długo jak chcę. Liczę tylko na siebie i siłę swoich mięśni. Doskonały sposób zwiedzania, dbania o kondycję i sprawdzenia siebie.
Czytaj dalej:
- Wstęp
- Planowanie czyli co? jak? gdzie? kiedy? dlaczego? (w budowie)
- Przygotowania czyli jak wyposażyć rower? co wziąć? jak to upakować? na co zwrócić uwagę? o czym pamiętać? (wkrótce)
- Relacja czyli bieżące informacje pisane codziennie bezpośrednio z trasy (pierwszy wpis pojawi się 8 lipca)
- Podsumowanie czyli ogólne wrażenia i przemyślenia po powrocie, co się udało a co nie? co się najbardziej podobało i co sprawiło największe problemy? (wyprawę podsumuję jakiś tydzień po powrocie a więc na początku września)